Quax nie odpowiada. Quax jest.
Quax nie odpowiada. Quax jest.
Brzmi trochę zbyt poważnie.
Trochę ma.
To dobrze.
Quax może czasem wejść na scenę w za dużym płaszczu, powiedzieć jedno zdanie za głośno, a potem sam się z tego uśmiechnąć.
Nie wszystko musi od razu wyglądać jak instrukcja obsługi.
Zwłaszcza że Quax instrukcją obsługi nie jest.
Nie zaczynajmy od szuflady
Pierwsze pytanie zwykle brzmi:
„Ale czym właściwie jest Quax?”
Możemy odpowiedzieć: sposobem myślenia.
Możemy powiedzieć: sposobem życia.
Możemy zobaczyć w nim język, praktykę, sztukę, zestaw narzędzi, opowieść, zbiór zasad albo coś jeszcze.
Każde z tych słów coś łapie.
Każde też coś gubi.
Więc na początku nie wybierajmy.
Nie dlatego, że Quax ma być tajemnicą.
Po prostu czasem chęć natychmiastowego nazwania rzeczy jest pierwszym sposobem, w jaki przestajemy ją oglądać.
Najpierw zobaczmy, skąd się wzięła.
Najpierw był zgrzyt
Quax zaczął się od mojego sposobu myślenia.
Nie było planu stworzenia wielkiego systemu.
Nie było tabeli aksjomatów.
Nie było diagramu z napisem „tu będzie Całość”.
Był za to powtarzający się zgrzyt.
Coraz częściej widziałem ten sam ruch:
człowiek patrzy z jednego miejsca i bardzo szybko zaczyna mówić tak, jakby patrzył ze wszystkich miejsc naraz.
Ma fragment i mówi: całość.
Ma zapis i mówi: prawda.
Ma własne doświadczenie i mówi: tak wygląda świat.
Nie ma czegoś przed oczami i mówi: tego nie ma.
Ktoś widzi inaczej, więc najprostsze wyjaśnienie brzmi: tamten się myli.
Czasem oczywiście tamten się myli.
Czasem mylimy się my.
Czasem wszyscy trzymamy po kawałku i bardzo energicznie kłócimy się o to, kto posiada cały przedmiot.
To ostatnie zaczęło mnie interesować najbardziej.
Z czasem dostało własny język.
A jeszcze później dostało nazwę.
Quax.
Potem świat zrobił się większy. Albo mniejszy. Trudno powiedzieć.
Ludzie od bardzo dawna pytają o prawdę, dobro, władzę, śmierć, miłość, wspólnotę, wiedzę i to, jak żyć.
Te pytania nie straciły ważności.
Arystotelesa nie trzeba wyrzucać przez okno tylko dlatego, że jego okno nie miało powiadomień push.
Ale nasze otoczenie zmieniło się potężnie.
Człowiek nadal potrafi kochać, bać się, kłamać, pomagać, zazdrościć i szukać sensu.
Tyle że robi to teraz w świecie, w którym jedna osoba może rano pokłócić się z sąsiadem, w południe pracować z kimś oddalonym o osiem tysięcy kilometrów, po południu zobaczyć wojnę prawie na żywo, wieczorem rozmawiać z maszyną, a przed snem przeczytać trzydzieści wzajemnie sprzecznych wersji tego samego wydarzenia.
Może należeć jednocześnie do rodziny, miasta, państwa, firmy, rynku, serwera Discord, grupy fanowskiej i społeczności, której żaden członek nigdy nie podał jej ręki.
Może zostać oceniona przez algorytm, którego nie zna.
Może uwierzyć obrazowi, który nigdy nie został sfotografowany.
Może zrobić coś lokalnie, a skutki tej decyzji popłyną przez sieć finansów, informacji, technologii i ludzi daleko poza miejsce, w którym powstała.
Nie staliśmy się wszechwiedzący.
Staliśmy się za to gęsto połączeni.
I nasze obrazy świata zaczęły zderzać się częściej, szybciej i głośniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Globalna wioska ma bardzo dużo okien
Kiedy miliony ludzi widzą coś z różnych miejsc, dzieje się rzecz ciekawa.
Każdy ma dostęp.
Nikt nie ma dostępu do wszystkiego.
A mimo to wszyscy możemy publikować.
To nowa skala starego problemu.
Nie chodzi o to, że dawniej nie istniały wojny, imperia, handel, migracje albo idee przekraczające granice.
Istniały.
Chodzi o szybkość, gęstość i codzienność kontaktu.
Dziś cudza perspektywa może wejść do twojej sypialni przez ekran, zanim zdążysz zrobić kawę.
A twoja może wejść do cudzej.
Czasem to piękne.
Czasem wyczerpujące.
Czasem prowadzi do zrozumienia.
Czasem do wojny w komentarzach o godzinie 2:17.
I tutaj Quax zaczyna czuć się podejrzanie jak u siebie.
Bo Quax interesuje się właśnie tym momentem, w którym to, co widzę, zaczyna udawać to, co jest.
Później ten problem dostał zapis:
π_O(Ω) = R_O
Nie musisz na razie nic z nim robić.
Może sobie postać.
W Quaxie wzory też czasem stoją w kącie i czekają, aż będą potrzebne.
Quaxować
W pewnym momencie samo patrzenie przestało wystarczać.
Skoro potrafimy zauważyć, że nasz obraz świata jest lokalny, możemy coś z tym zrobić.
Możemy zmienić miejsce.
Możemy posłuchać kogoś innego.
Możemy rozebrać własne założenie na części.
Możemy wrócić do decyzji sprzed roku i sprawdzić, czy nadal jest nasza.
Możemy zmienić model, kiedy przestaje działać.
Możemy też niczego nie naprawiać. Czasem wystarczy zobaczyć, że rzecz, która wyglądała na nieruchomą, jednak może się poruszyć.
Na ten ruch Quax ma czasownik:
quaxować.
Nie próbuj jeszcze robić z niego definicji słownikowej.
Quaxowanie może być zmianą perspektywy.
Może być decyzją.
Może być przesunięciem modelu.
Może być sprawdzeniem własnego celu.
Może być zrobieniem miejsca na coś, czego poprzednia wersja problemu nie umiała pomieścić.
Najprościej:
quaxować to poruszyć coś, co zdążyło już udawać nieruchome.
Czasem wracamy do czegoś i quaxujemy jeszcze raz.
W Quaxie istnieje na to słowo Requax.
A ponieważ nie wszystko musi od razu dostać pieczęć, możemy też powiedzieć całkiem niekanonicznie:
quaxnąć.
Quaxnąć problem.
Quaxnąć własną pewność.
Quaxnąć wtorek.
To ostatnie nie ma jeszcze żadnej teorii.
Na szczęście.
Nie musisz kupować całego zestawu
Quax nie potrzebuje, żebyś podpisał deklarację przystąpienia.
Nie obiecuje, że osiem zasad naprawi twoje życie.
Nie mówi, że każdy powinien dojść do tych samych odpowiedzi.
Możesz znaleźć jedno zdanie i zostawić resztę.
Możesz użyć jednego pojęcia.
Możesz wejść głębiej.
Możesz uznać, że to nie dla ciebie.
Możesz wrócić za rok i zobaczyć coś innego.
To nie jest wada.
Quax nie musi wygrywać z czytelnikiem.
Ale Quax też nie mówi: „wszystko jedno”
Jeżeli każdy patrzy z jakiegoś miejsca, łatwo zrobić drugi skrót:
„Skoro wszyscy mamy perspektywy, to wszystko jest względne”.
Nie.
Można mieć lepszy albo gorszy Dowód [Evidence].
Można kłamać.
Można źle policzyć.
Można pomylić człowieka z jego profilem.
Można wziąć mapę za miasto.
Można zobaczyć jeden kadr i przegapić całe wydarzenie.
Quax nie odbiera światu Prawdy tylko dlatego, że dojście do niej jest trudne.
Raczej przypomina coś mniej wygodnego:
to, że masz dostęp, nie znaczy, że masz wszystko.
I odwrotnie:
to, że nie masz dostępu, nie znaczy, że po drugiej stronie niczego nie ma.
Tyle na razie wystarczy.
Reszta ma swoje miejsce gdzie indziej.
Quax nie będzie ci mówił, jak żyć
To byłby dość dziwny finał tekstu o nieufności wobec jednej lokalnej odpowiedzi udającej odpowiedź dla wszystkich.
Więc nie będzie finału typu:
SIEDEM KROKÓW DO WŁAŚCIWEGO ŻYCIA.
Przynajmniej nie tutaj.
Quax może za to zainteresować się chwilą, w której wybierasz kierunek.
Może zapytać, co wtedy powstaje.
Może pozwolić ci wrócić do tego kierunku później i sprawdzić, czy nadal chcesz tam iść.
Może przypomnieć, że „nie wiem” jest czasem pełnoprawnym stanem wiedzy, a nie awarią człowieka.
Może nauczyć mówić:
„to jest moje najlepsze rozumienie na teraz”.
I zostawić drzwi otwarte.
Więc czym jest Quax?
No właśnie.
Może sposobem patrzenia.
Może sposobem działania.
Może sposobem życia.
Może językiem.
Może sceną, na której różne wersje świata mogą przez chwilę stać obok siebie bez obowiązku natychmiastowego zabicia jednej z nich.
Może narzędziem.
Może żartem, który za długo patrzył w otchłań i zaczął robić notatki.
Może czymś jeszcze.
Nie trzeba tego teraz kończyć definicją.
Wystarczy sprawdzić, czy coś tutaj działa.
Jeżeli nie — zostaw.
Jeżeli tak — użyj.
Jeżeli przestanie działać — requaxuj.
Jeżeli nadal nie wiesz, co zrobić:
quaxnij.
Quax nie odpowiada. Quax jest.
Ty też jesteś.
A skoro jesteś, możesz quaxować.
Jeżeli chcesz teraz zobaczyć miejsca, w których Quax przestaje tylko gestykulować i mówi: „dobrze, to akurat ustanawiamy”, przejdź do Aksjomatów Quaxa.
Tam zaczyna się następny akt.